Nie potrzebuję.
Nie powiem Ci, bo to już będzie wymuszone.
I wtedy się nie liczy!
NIE CHCĘ!!!
Czego?
Co jest takie trudne do przyjęcia?
Czyjaś troska… Życzliwość… Ciepłe słowo… Czuły gest… Widzące spojrzenie… Miłość…
Jak to możliwe?
Dlaczego bycie dostrzeżonym, objętym i podtrzymanym miałoby boleć? Sensu W CHWILI OBECNEJ brak, zagnieździł się w odmętach przeszłości. Gdyż żyjemy w WIELU emocjonalnych rzeczywistościach równolegle i jedna z nich PAMIĘTA dobrze, jak bardzo ciężko jest:
- wołać i nie być usłyszanym,
- mieć nadzieję na coś, co obiecane i zostać zignorowanym,
- tęsknić za pociechą i doświadczyć osamotnienia,
- iść ufnie i zostać wykorzystanym,
- otwierać swą wrażliwość i spotkać obojętność,
- czuć…
Jednak kolejne nadzieje narażają na kolejne rozczarowania. I jednocześnie kolejne nadzieje otwierają drogę do zmiany wzorca.
Lecz to międzyludzko – tam większe ryzyko.
I bardziej naokoło.
Istnieje POMOST, którego stabilność zależy od nas. My kierujemy i my decydujemy, w jakim tempie układamy jego deski i ile każdej poświęcamy uwagi. To pomost od TERAZ do WTEDY (i z powrotem).
Od aktualnej mądrości, łagodności i siły, jakie zdobyliśmy żyjąc swoje życia, które możemy zanieść W GŁĄB do nas małych, nierozumiejących co się dzieje i wystraszonych. Brzmi to może dziwnie, lecz naprawdę można być dla siebie samego tą brakującą OBECNOŚCIĄ.
I budować pomost, na którego drugim końcu może być też żywy życzliwy inny ktoś.
Oraz nowy początek.
