Mech i trawa z rozsypanymi brązowymi liśćmi, widziane z góry.

Czytelnia,  O prawach podstawowych. Sześć praw(d) podstawowych.

7 października 2022

Miewamy co do tego wątpliwości. Nic dziwnego, jeśli wzrastamy w otoczeniu, które zaprzecza tym oczywistym faktom. Nasi opiekunowie również doświadczyli zamachu na swoje prawa. I tak się to kula, aż znajdzie się odważna / odważny, by powiedzieć „DOŚĆ! MAM DO TEGO PRAWO!”.

Stephen Johnson, którego cenię za stworzenie typologii stylów charakteru (czyli obron w jakie wchodzimy właśnie w obliczu podważania naszych podstawowych praw) wyróżnił sześć krytycznych momentów w naszym rozwoju. Nie skupiał się wyłącznie na psychopatologii, a także na tym jak „zdrowi” ludzie radzą sobie z trudem bycia w świecie oraz tym, jakie ma to konsekwencje dla ich ciał, emocji, myśli, nastawień… Pisał o każdym z nas, nie po to by wrzucić nas do ciasnych szuflad, a po to by pokazać przyczyny (i skutki). Każdy z nas ma w sobie wszystkie te prawa, jak również drogę wiodącą do rozgoszczenia ich w sobie.

Możemy odnaleźć się w niektórych typach mniej, w innych bardziej. Coś będzie dominujące, a coś zaledwie delikatnym echem przeszłości. Ale jedno jest pewne – MASZ PRAWA do różnych niepodważalnych jakości w swoim życiu.

Oto one, nie odkładaj ich na bok, to fundamentalne podstawy, o które nie musisz prosić, na które nie musisz zasługiwać – SĄ!

1. PRAWO DO ISTNIENIA.
2. PRAWO DO POTRZEB.
3. PRAWO DO NIEZALEŻNOŚCI.
4. PRAWO DO BLISKOŚCI.
5. PRAWO DO WOLNOŚCI.
6. PRAWO DO EKSCYTACJI.

Po weekendzie powrócę z uproszczonymi opisami poszczególnych dziecięcych sposobów ADAPTACJI na wyboistych drogach po tych sześciu rozwojowych zakrętach. Tymczasem – przyjemnego odpoczynku,

M.

Stephen M. Johnson – amerykański psychoterapeuta, filozof, pisarz. Integruje psychoanalityczne podstawy z rozwojowym i nastawionym na budowanie relacji rozumieniem człowieka oraz podejściami uważnymi na procesy cielesne. Chyba wciąż żyje… choć nie jestem pewna.

w komentarzu linki do opisu poszczególnych praw – dobrej lektury!

1. Prawo do istnienia.

„Jest tu dla mnie miejsce?”
„Mogę być?”

Skąd w ogóle taki dylemat? Z kołyski. Historia zaczyna się na samym początku, albo nawet jeszcze wcześniej, gdy dziecko, które ma się narodzić nie jest oczekiwane z radością.

Ale zacznijmy pozytywniej: jest wymarzona ciąża, przychodzi dzień narodzin, jest radość i satysfakcja… a potem zaczyna się wspólne życie. Okazuje się, że nie jest tak, jak sobie wyobrażaliśmy, jest cholernie ciężko i gubimy się w tym wszystkim, czując coraz więcej rozczarowania i bezsilności. Zaczynamy zajmować się dzieckiem z niechęcią i mechanicznie, a czasem wręcz z przerażeniem…

I czego doświadcza ten maleńki KTOŚ w kołysce? Czuje chłodne, sztywne ruchy. Widzi napiętą twarz i puste oczy. Wszystko wokół staje się mechaniczne i szorstkie. Ogromna, naturalna żywotność wewnątrz maleńkiego ciałka nie znajduje miejsca, do którego mogłaby podążać – „widzicie mnie, znajdzie się tu dla MNIE przestrzeń?”.

A co robimy, gdy chcemy coś dać, a nikt nie chce przyjąć?

COFAMY się, zabierając dar ze sobą. I tak oto ten maleńki KTOŚ zaczyna kurczyć się do wewnątrz, rezygnując z inicjowania relacyjnej wymiany, rozwijając własny wewnętrzny świat…

A teraz wersja trzecia: radosna ciąża, radosne narodziny i radość z bycia razem. Trud wynagrodzony pięknem bycia razem… i nagle ZMIANA! Śmierć w rodzinie, rozpad małżeństwa, choroba, wyjazd ojca do pracy za granicę itp. Mama w rozżaleniu, osamotniona, coraz bardziej wycofana, nieobecna…

Lub: choroba dziecka – hospitalizacja (bez rodzica!!!), lęk porzucenia, niezrozumienie co się dzieje, powolne gaśnięcie…

Scenariusze są różne, wspólny mianownik to: poczucie bycia opuszczonym i pozostawionym, a w przypadku małego dziecka samotność to niemalże wyrok śmierci. UNICESTWIENIE. Żeby przetrwać musi zaprzeczyć sobie i swojemu pragnieniu życia. Zassać się do środka.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • rozszczepienie myśli i uczuć (idealizacja myśli i intelektu / brak kontaktu i rozpoznania własnej emocjonalności),
  • bazowe uczucie: LĘK (nieuświadomiony), WŚCIEKŁOŚĆ (wypierana, przestraszająca),
  • szorstkość i słaba umiejetność troszczenia się o siebie (oraz innych), umiejetność życia w złych warunkach (niedbanie o wygody),
  • świat widziany jako chłodny, nieciekawy, zagrażający / ucieczka w intelekt i abstrakcyjne myślenie (umniejszanie świata realnego na rzecz duchowego – nienamacalnego),
  • ograniczające przekonania: „nie mam prawa istnieć”, „coś jest ze mną nie tak”, „gdybym się nie kontrolował(a) mogłabym / mógłbym niszczyć”, „tylko rozumienie może mnie uratować”…

Osoby takie często są wysokie i szczupłe (czasem wręcz chude mimo jedzenia – nie przyswajają tego, co napływa od świata). Mają mocne szczęki i przerośnięte stawy. Rzadko chorują, łatwo znoszą dyskomfort. Atrakcyjne, także przez dużą sprawność intelektualną oraz duchowe aspiracje. Pociągająco ulotne przez swe słabe ugruntowanie i zakorzenienie w życiu.

W typologii charakterów Stephena Johnsona nazwane mocno: DZIECKIEM ZNIENAWIDZONYM. Czasem DZIECKIEM NIEKOCHANYM. Też mocne, ale ich doświadczenia właśnie tak dramatyczne są.

We mnie osoby z głównym rysem SCHIZOIDALNYM budzą GŁĘBOKI SMUTEK, gdy myślę o braku więzi, z którym musieli(śmy) nauczyć się żyć oraz DUŻY PODZIW, gdy widzę że przetrwali(śmy) mimo tak małych możliwości adaptacyjnych w tych pierwszych dniach, tygodniach i miesiącach życia.

MAMY PRAWO ŻYĆ!

2. Prawo do potrzeb.

„Czego mi potrzeba?”
„Ja czegoś potrzebuję?”

Dziecina odrobinę starsza, już nie noworodek, pierwotna symbioza wlała się do serduszka i zbudowała fragmenty więzi. Już nie ma tylko OCZEKIWANIA nasycenia, a zaczyna się chęć wpływania na to, co przychodzi – by SIĘGAĆ po to, co pożądane…

Rozwojowo jesteśmy po 3 m-cu życia i przeżywamy momenty fundamentalne dla naszego późniejszego POCZUCIA SPRAWSTWA. Powstaje ono, gdy nasz opiekun adekwatnie odczytuje NASZE sygnały i odpowiada na nasze potrzeby. Czujemy MOC sięgania i gratyfikację OTRZYMYWANIA.

Kłopot zaczyna się, gdy opiekun jest nieuważny, a nasze próby komunikacji są dla niego niezrozumiałe. Zaspokojenie napływa nie w chwili, gdy go potrzebujemy, ale w momentach, gdy opiekun MYŚLI, że to odpowiedni czas. W skrajnych przypadkach nie przychodzi wcale i dziecko pozostaje sfrustrowane, zaniedbane, głodne… Rodzi się BEZRADNOŚĆ.

Już kilkumiesięczne dzieci potrafią opiekować się swym niedoskonałym opiekunem dostosowując do niego swoją emocjonalną ekspresję…

Dzieci niezaspokojone (by chronić się przed doświadczeniem własnej zagrażającej złości i rozdzierającej rozpaczy) zaprzeczają swoim impulsom i BLOKUJĄ własne potrzeby…

Zaprzeczają własnej zależności, w konsekwencji pozostając (nieświadomie) w chronicznym potrzebowaniu i (często niemym) proszeniu („świat powinien się domyśleć”).

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • brak kontaktu z własną agresją (często wręcz wrogością), co znacznie utrudnia mobilizowanie energii, by dążyć do tego, co potrzebne i upragnione,
  • słaby kontakt ze światem własnych potrzeb, brak zgody na wyrażanie ich, trudność w proszeniu o pomoc,
  • łatwość w rozczytywaniu i zaspokajaniu potrzeb innych, przeżywanie siebie OMNIPOTENTNIE (wielkościowo) w obszarze dawania innym, eksploatacja aż do granic załamania, poświęcanie się,
  • patrzenie na świat w sposób czarno – biały: naprzemienna idealizacja i dewaluacja,
  • trudność w podejmowaniu decyzji,
  • chęć bycia w relacji za wszelką cenę, nawet gdy koszty znacznie przewyższają korzyści (wspóluzależnienia)
  • ograniczające przekonania: „niczego nie potrzebuję”, „Twoje szczęście jest moim szczęściem”, „chcę za dużo i to ciężar dla innych”, „sam o siebie zadbam we wszystkim”, „jak pokażę swoje potrzeby, inni mnie opuszczą”…

Osoby te często podjadają, zwykle jednak pokarmy w postaci papkowatej – odruch gryzienia (agresja!) osłabiony. Są raczej szczupłe i „ładne”, tylko brzuszki im tyją obrazując to dawne niedokarmienie i „głód miłości”. Mają zwykle piękne, duże, proszące oczy i smukłe dłonie. Rączki te (zdrobnienia też na porządku dziennym;)) są niedoenergetyzowane, chłodne i często z nich coś niechcący wypada. Gubienie rzeczy to chleb powszedni. Ciała mają elastyczne, rzadko doświadczają złamań (jeśli już uraz to zwichnięcie). Słaby punkt zdrowotnie to płuca, oskrzela, gardło, krtań – narządy odpowiedzialne za branie niezbędnego do życia powietrza i wyrażanie siebie poprzez mowę. Gdy w przeszłości choroba była jedynym pozbawionym POCZUCIA WINY momentem doświadczania opieki może pojawiać się skłonność do uciekania w nią w obliczu trudności – tendencja do depresji.

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby złamane na drugim rozwojowym zakręcie nazwane są: DZIECKIEM PORZUCONYM.

We mnie osoby z głównym rysem ORALNYM budzą SMUTEK NIEMOCY, gdy uświadamiam sobie, że to, co zostało UTRACONE, już nie wróci, przepadło na ZAWSZE. Jest we mnie też RADOŚĆ WPŁYWU, gdyż wiem, że wiele możemy zrobić i (na przykład w terapii) odblokowywać to, co zablokowane / rozpalać na nowo to, co ledwo się tli… możemy uczyć się, że nasze potrzeby są czymś NORMALNYM i że możemy je zaspokajać uwzględniając RZECZYWISTE ograniczenia dorosłych relacji. Powrotu do maminej piersi już nie będzie, ale w świecie jest nadal mnóstwo dobra, z którego możemy czerpać.

MAMY PRAWO SIĘGAĆ!

3. Prawo do niezależności.

„Chcę to zrobić sam(a)”.
„Nie mogę odejść od Ciebie.”
Jesteśmy w okolicy pierwszych urodzin.

Dziecko zdobywa kolejne umiejętności, zaczyna wstawać i CHODZIĆ – i w mgnieniu oka świat staje się nie tylko kuszący, ale także DOSTĘPNY. Wow!

Zupełnie nowa perspektywa:

Mogę wstać i pójść. Podążać tam, gdzie coś mnie ciekawi lub odejść od tego, co nieprzyjemne. Na dokładkę zaczynam mówić! Mogę RÓŻNICOWAĆ się także na symbolicznym poziomie. Czuję naturalny impuls do badania, doświadczania, zaglądania w zakamarki…

Co rozwojowo piękne: jest to czas, w którym dzieci mają mniejszy lęk (niż w poprzednich miesiącach) ODDALAJĄC się od opiekunów – idealne warunki do eksploracji i SEPARACJI.

Kłopot robi się wówczas, gdy opiekunowie nie mają w sobie tej gotowości.

Czasem z powodu własnych, lękowych nastawień do świata. Czasem dlatego, że oddalanie się dziecka przeżywają jako zamach na więź i zdradę. Bywa, że żywe i spontaniczne zachowania dziecka budzą w nich przestrach, wstyd lub odrazę. Powody różne ale efekt podobny: dziecko uczy się, że nie może opuścić SYMBIOTYCZNEJ orbity, że jego naturalne impulsy ku AUTONOMII to coś złego i musi zrezygnować z części siebie. Stwarza kompromisowe „fałszywe self” dopasowane do warunków otoczenia tak, by móc utrzymać kontakt z opiekunami – niestety kosztem ZUBOŻENIA własnej tożsamości, na zasadzie uzależnienia i uwikłania.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • unikanie kontaktu z własną złością i lękiem, zablokowanie żywotności i autoekspresji,
  • zatarcie granic pomiędzy Ja – Inny oraz pomieszanie w zakresie ODPOWIEDZIALNOŚCI (przerzucanie na innych, obwinianie ich lub przeciwnie – branie wszystkiego na siebie),
  • brak stabilności w obrębie własnej tożsamości (trudność w rozpoznaniu własnych upodobań, opinii, antypatii),
  • nadmierne przywiązanie do otoczenia: wartościowanie siebie na podstawie tego Z KIM jestem, a nie KIM JESTEM,
  • poczucie winy z powodu separacji i PRZETRWANIA (doświadczanie własnej mocy z  wyrzutem sumienia i niepokojem o zranienie innych),
  • ograniczające przekonania: „bez Ciebie jestem nikim”, „nie możemy się różnić”, „nie możemy być zbyt blisko, bo zatracam siebie w Tobie”, „mój sukces zrani Cię lub sprawi, że się oddalimy, a Twój zrani mnie”…

Osoby z takimi przeżyciami często są niezrozumiałe dla otoczenia, podejrzewane o stosowanie manipulacji i wywieranie presji. Wyparty lęk i zablokowane ŻYWE impulsy przynoszą w przyszłości często zamiłowanie do sportów ekstremalnych.

Górna część ciała sprawia wrażenie dużej w porównaniu do reszty ciała. Klatka piersiowa jednak często nieruchoma, a oddech zablokowany. Słabsze nogi, jako wspomnienie po tym jak musieliśmy zblokować ich chęć do (od)chodzenia – powstrzymać siebie.

Osoby te rzadko chorują, jeśli już to krótko i mocno: zawał, wylew.
Wysoki próg bólu.

Często są to osoby wyraziste, mówiące mocnym głosem, charyzmatyczne. Jednak silne napięcia wokół oczu mówią o ciągłej czujności i schowanym lęku – wszak oczy są zwierciadłem duszy…

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby z takimi doświadczeniami nazwane są: DZIECKIEM ZAWŁASZCZONYM.

We mnie osoby z głównym rysem SYMBIOTYCZNYM budzą ostrożność i uważność. Chcę PAMIĘTAĆ, że pod tą z pozoru wyraźną zewnętrzną warstwą (która zachęca do walki lub ucieczki) jest zalęknione i NIEPRZYJĘTE serce, które pragnie samodzielności, samookreślenia, samopodmiotowości w DZIAŁANIU. Ktoś, kto pragnie poczuć całym sobą, że jego autonomiczne pragnienia są OK. Że można oddalać się i zbliżać, mieć granice i tożsamość. Można być tym KIM SIĘ JEST.

MAMY PRAWO DO AUTONOMII!

4. Prawo do bliskości.

„Spójrz co potrafię!”
„Za mocno?”
„Niewystarczająco?”

Znów jesteśmy odrobine starsi. Trwa drugi rok naszego istnienia. Życie w nas tętni, a świat jawi się jako kraina do odkrycia. Zaczyna rozwijać się nasza SAMOŚWIADOMOŚĆ i tworzymy pierwsze koncepcje na swój temat.

To początki bardziej świadomego dotykania tematu poczucia własnej wartości (które buduje się od narodzenia). W tym czasie ujawniają się nasze NATURALNE potrzeby i dążenia jak: ambicja, idealizacja, rywalizacja…

Pragniemy pokazywać swą MOC i doświadczać adekwatnej frustracji.
Pragniemy pokazywać swą NIEMOC i doświadczać adekwatnego wsparcia.
W każdej z tych odsłon chcemy doświadczać BLISKOŚCI.

Trudność na tym etapie rozwoju powstaje wtedy, gdy nasze formy AUTOEKSPRESJI są dla naszego otoczenia „za duże” lub „za małe”.

ZA MAŁO jest w sytuacji, gdy oczekiwania wobec nas przewyższają nasze możliwości (np. gdy rodzice chcą od nas takich zachowań, które IM dodadzą chwały). ZA DUŻO w momentach, gdy faktycznie mamy umiejętności, które przewyższają naszych rodziców (ot, choćby wyższa inteligencja, czy jakiś talent) i w ochronie siebie potrzebują nas „zmniejszyć”, co wiąże się z upokarzaniem i zawstydzaniem nas, byśmy „znali swoje miejsce w szeregu”. Często występuje też miks obu form: jeden rodzic wpatrzony jest w nas jak w obrazek, drugiego to przestrasza i budzi zazdrość… a my próbujemy wyrobić się między złotem i błotem.

Dziecko, w swoim pragnieniu współpracy, ZGNIATA w sobie te części, które wzbudzały w opiekunach niechęć i WZMACNIA to, co zdawało się być drogą do bliskości. Kosztem swojej pełni i żywotności, za cenę kontaktu z samym sobą i radości z bycia swoim sprzymierzeńcem. Wykształca „fałszywe self” i skazuje się na życie w rozdarciu między własną WIELKOŚCIOWOŚCIĄ i bezwartościowością.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • poczucie wyobcowania oraz wrażenie bycia obcym czasem nawet dla siebie samego,
  • niestabilność w obszarze poczucia własnej wartości (uzależnianie jego jakości od swoich osiągnięć i reakcji innych ludzi),
  • huśtawka emocjonalna od poczucia wyjątkowości do pogardzania sobą,
  • ogromna wrażliwość na zawstydzenie,
  • lęk przed poniżeniem zamaskowany pozorem siły i/lub agresją,
  • wypieranie swoich negatywnych cech i przerzucanie odpowiedzialności na innych,
  • ograniczające przekonania: „muszę być kimś”, „muszę wiedzieć wszystko bez uczenia się”, „nie mogę popełniać błędów”, „jeśli nie schowam swojej wrażliwości inni na pewno mnie wykorzystają”, „nie mogę dopuścić by ktoś był dla mnie ważny”, „jestem gorszy”, „przewyższam innych”…

Osoby takie łatwo skupiają na sobie uwagę innych, jednak często przez podskórne poczucie „sztuczności” wzbudzają też dystans. Pod warstwą atrakcyjnych gestów i słów czai się pustka… Ich „publiczne self” budzi podziw – często mają imponujące osiągnięcia czy znajomości. Bywają roszczeniowe, władcze, niechętnie empatyzują. W stanach załamania wycofują się, deprecjonują siebie i innych, odkładają wszystko na potem, tworzą sobie presję, doświadczają depresji, hipochondrii, chorób psychosomatycznych. Bliskie są im pytania: „Dlaczego nie umiem się cieszyć tym, co mam?”, „Dlaczego nie umiem odpocząć?”, „Co jest ze mną nie tak?!”.

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby z takimi doświadczeniami nazwane są: DZIECKIEM WYKORZYSTANYM.

We mnie osoby z głównym rysem NARCYSTYCZNYM budzą początkowo napięcie i niepokój. Poznajemy się ostrożnie, jak dwa zranione zwierzaki. Cenie tę czujność, bo wyciąga ona na światło dzienne każdą moją rysę. Lubię SZCZEROŚĆ, to uwalniające pokazać te niechlubne elementy, by właśnie dzięki temu też druga osoba mogła zacząć zaglądać w siebie z mniejszym wstydem i lękiem. Możemy być razem też wtedy, gdy runą idealizacje i zapukają rozczarowania. W PEŁNI naszego jestestwa.

MAMY PRAWO BYĆ BLISKO!

5. Prawo do wolności.

„To moje!”
„Nie chcę!”
„Muszę…”
Widzisz dwulatka? Albo nawet jeszcze większego starszaka?

To już świadomy siebie ktoś, kto wie czego chce, a czego nie chce. Ma swoje preferencje i gotowość do DECYDOWANIA o sobie.

Widzisz rodzica, który wie LEPIEJ od dziecka, co ono chce i co jest dla niego dobre? Czy mu ciepło, czy zimno? Czy zjadło ile trzeba? Czy ma teraz iść sikać, czy spać?

Oczywiście GRANICE są potrzebne, rytm i powtarzalność dają poczucie bezpieczeństwa.

Kłopot zaczyna się, gdy zaczyna brakować miejsca na WOLĘ młodego człowieka, a zaczynają panoszyć się zakazy, nakazy i KONTROLA.

Skupmy się na dwóch bardzo fizjologicznych i naturalnych potrzebach człowieka:

  • jedzenie
  • wydalanie

To dwa główne tematy, w których odbywa się zamach na naszą WOLNOŚĆ. „Samolocik” niosący jedzonko do naszego „hangaru” (to lekka i zabawna czasem wersja w porównaniu z godzinami siedzenia nad obrzydliwie zimnym obiadem) i wieki spędzone na nocniku…

Problem leży w wyczuciu kiedy nadchodzi presja i PRZYMUS, oraz pogwałcenie dziecięcego prawa do decydowania, czy „chcę jeszcze”, czy „już starczy”.

RANA jest wynikiem bezwzględnej rodzicielskie ingerencji i kontroli, a wszystko to w dobrej wierze socjalizacji dziecka. Efektem niestety jest zduszenie naturalnych impulsów i zablokowanie nawet reakcji organicznych – SAMONEGACJA.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • brak radości życia i spontaniczności, tendencja do uskarżają się na wszystko i wszystkich (przymus negatywności),
  • trudność z wyrażaniem (i świadomością) złości, kierowanie jej przeciwko sobie – autoagresja,
  • poczucie beznadziei i braku sensu,
  • nieufność wobec ludzi, podważanie ich pozytywnych intencji, co często służy prowokowaniu reakcji odwetowych, które mają dawać potwierdzenie wrogości innych (projekcja) oraz usprawiedliwiać agresję – błędne koło,
  • umniejszanie siebie, posłuszeństwo,
  • duża zdolność do wytrzymywanie bólu i cierpienia, „znoszenie” życia – często widziane jako powód do chluby i dowód siły,
  • biegunowość od nadmiernej uległości po sadyzm,
  • ograniczające przekonania: „przyjemność to grzech”, „jeśli zaufam, ktoś to wykorzysta przeciwko mnie”, „nadzieja prowadzi do rozczarowania”, „poddaję się”, „jeszcze ci pokażę”, „umiem wytrzymać więcej, więc ciebie to bardziej zaboli”…

Osoby takie często sprawiają wrażenie jak gdyby potrzebowały cierpienia, bo tylko w narzekaniu wyrażają siebie. Zahamowane, powstrzymujące się. Także w ich ciałach widoczny jest ten trud: tendencja do chorób skóry, często są to osoby z nadwagą („obudowanie” ciałem jako ochrona), przygarbione (wdowi garb), z opuszczonymi ramionami, podwiniętą kością ogonową i spłaszczonymi pośladkami (podkulony w strachu ogon), mają masywne łydki i szerokie stopy… niełatwo dźwigać balast takiej uległości, a jednocześnie powstrzymywać taki wulkan wściekłości wewnątrz.

Ubiór często luźny, bywa że niechlujny – trudno dać sobie troskę i uwagę, kiedy wszystko tak przygniata i zniewala. Także wokół jest dużo, możliwe zbieractwo jako iluzja kontroli.

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby z takimi doświadczeniami nazwane są: DZIECKIEM POKONANYM.

We mnie osoby z głównym rysem MASOCHISTYCZNYM budzą współczucie i bezsilność, gdy spotykamy się w tym zatrzymaniu i niemocy. Sama czasem przestaję oddychać, gdy w powietrzu robi się gęsto od nadmiaru TŁUMIENIA.

Wdech i WYDECH.

To żmudna praca, by przejść przez grzęzawisko nieszczęść, w którym tak łatwo się utopić. Mam wtedy szansę potrenować swoją CIERPLIWOŚĆ, to zwykle wieloletnia praca. Jednak możliwość doświadczania powrotu radości i spontaniczności, odzyskiwania WOLI i mocy wynagradzają ten trud. Uff.

MAMY PRAWO DO WOLNOŚCI!

6. Prawo do ekscytacji.

„O wow!”
„Zobacz jakie mam duże!”

Niejeden dzień i niejedna noc już za nami. Przyjmijmy umownie, że mamy cztery i więcej lat życiowych doświadczeń. Wiemy co to przyjemność, znamy też cierpienie. Widzieliśmy oczy pełne zachwytu i takie, z których wyziera obrzydzenie… Mamy dużo większy repertuar reakcji i bardziej wysublimowane sposoby radzenia sobie z napięciem. Dużo więcej rozumiemy i wciąż DUŻO CZUJEMY: pojawiają się silne impulsy miłosne, seksualne i współzawodnictwo!

To czas, w którym mamy nauczyć się RÓWNOWAŻENIA w obrębie swojej aktywności i bierności.

Rola otoczenia jest zawsze ta sama (co nie znaczy, że łatwa we wdrożeniu, bo tak naprawdę wymagająca od nich samych DOJRZAŁOŚCI w tych obszarach, więc TRUDNA):

  • dopuszczenie i pomieszczenie (z miłością!) złożoności i bogactwa dziecięcej popędliwości i emocjonalności,
  • wsparcie dziecka w pomieszczaniu siebie samego poprzez odpowiednią frustrację, czyli pokazanie jasnosprecyzowanych, adekwatnych granic (bez bezpiecznych granic z natury swej rozpędzone popędy nie mogą zwolnić i DOJRZEĆ, by potem optymalnie WBUDOWAĆ się w dorosłą osobowość).

Wyzwanie!

Nadal często zaprzeczanym faktem jest to, że ISTNIEJE DZIECIĘCA SEKSUALNOŚĆ. Rywalizację i wylewną miłość jakoś łatwiej nam uznać za „normalne” zjawiska. Choć i to czasem potrafimy OKALECZYĆ.

Krzywda przychodzi do dziecka trzema drogami:

  • kiedy WYKORZYSTUJEMY jego niewinność i szczerość dla swoich celów lub w walce z innym dorosłym,
  • kiedy zawstydzamy i KARZEMY za to, co naturalne (bo sami jesteśmy zblokowani),
  • kiedy, w zależności od humoru i okoliczności, robimy miks obu powyższych.

Dzieci uczą się, że okazywanie miłości seksualnej i doświadczanie ludzkiego współzawodnictwa nie są bezpieczne i rozsądniej jest je blokować. Wszelkimi znanymi sobie sposobami starają się POWSTRZYMAĆ i stłumić wszelkie myśli i uczucia związane z tymi „niegrzecznymi” impulsami.

W tej opowieści o Prawie do Ekscytacji jest również DRAMATYCZNY rozdział o wykorzystaniu seksualnym i kazirodztwie.

Dziś skupiam się na pierwszej z dróg:

sytuacji, w której miłosne, seksualne i rywalizacyjne impulsy dziecko są nieadekwatnie WZMACNIANE i WYKORZYSTYWANE.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • nadmierna emocjonalność i pobudliwość,
  • skłonność do ekshibicjonistycznych i dramatyzujących zachowań,
  • seksualizowanie relacji (podteksty, gesty, dwuznaczności), jednocześnie z zaprzeczaniem własnej seksualności,
  • uogólnione i nieprecyzyjne myślenie pomagające odsuwać od siebie „niewygodne” tematy czy uczucia,
  • skłonność do pochopnych opinii i reakcji typu acting – out (odreagowanie w działaniu zamiast integracji i pomieszczenia) w odpowiedzi na silne uczucia,
  • ograniczające przekonania: „seks i rywalizacja są złe!”, „nie mogę kochać, bo ktoś to wykorzysta”, „muszę się podobać”, „moja atrakcyjność to moja siła”…

Osoby takie sprawiają wrażenie bardzo atrakcyjnych, przyciągają swoją wielobarwnością i intensywnością, jednak nie na długo… po chwili zaczynamy zastanawiać się co jest rzeczywiste, łatwo zgubić się wśród kolejnych zmian didaskaliów. Częsty wzorzec relacji: najpierw inni się zaciekawiają, potem czują zmęczenie i niechęć, a na koniec złoszczą.

Silne wątki rywalizacyjne z osobami tej samej płci oraz zewnętrzny podziw dla płci przeciwnej, a pod spodem masa nieuświadomionej wrogości. Wysoki poziom pobudzenia (także seksualnego) i jednoczesny brak dojrzałych i głębokich uczuć seksualnych, co często w efekcie przynosi rozczarowania i zaburzenia seksualne. Dodatkowym utrudnieniem bywa rozszczepienie pomiędzy sercem i miednicą (albo kogoś kocham albo się z kimś kocham, kochanie się z kimś kogo kocham jest zbyt niebezpieczne!).

Tendencja do dysocjacji (ochronnego oddzielania się od siebie samego – swoich myśli, uczuć, przeżyć, wspomnień…), autodestrukcji, zazdrości, chorób wzroku, gardła, migren, depresji, hipochondrii…

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby z takimi doświadczeniami nazwane są: DZIECKIEM UWIEDZIONYM.

We mnie osoby z głównym rysem HISTRIONICZNYM budzą ożywienie i spowolnienie w jednym. W ogóle w myśleniu o takim doświadczeniu dużo we mnie słów „jednocześnie” – bo to naprawdę taki obszar, gdzie dużo wszystkiego dzieje się na raz i nieuważność może prowadzić do kolejnych nadużyć. Łatwo pobiec przed siebie pod wpływem euforii, ale warto pamiętać, że NIE KAŻDE zaproszenie musimy przyjąć. W kontakcie z osobami uwiedzionymi początkowo to my musimy DBAĆ o granice nas obojga. Nie po to by zniszczyć intensywność i osłabić koloryt (niech żyją!), a po to by każdy z nas miał WE WŁASNYCH dłoniach lejce do swoich popędów!

MAMY PRAWO DUŻO CZUĆ!

6. Prawo do ekscytacji, cd.

Jak tragicznie kończy się nadużywanie i wykorzystywanie budzących się (z fajerwerkami) do życia dziecięcych sił miłosnych, seksualnych i rywalizacyjnych pisałam… 8 listopada.

Teraz DOPOWIEM do czego prowadzi DRUGA droga reagowania na te naturalne i niewinne impulsy dziecka:

  • karanie i ZAWSTYDZANIE żywotności (wynikające z naszych osobistych ograniczeń, zranień i tabu…)

Dramat rozpoczyna się już na samym starcie, kiedy w wyniku miażdżącej krytyki / wstrętu i/lub pomijania staramy się skontrolować coś, co z założenia kontrolowalne NIE JEST – nie da się siłą woli ukierunkować SPONTANICZNYCH popędów, zainteresowań i uczuć. Rozwój się WYDARZA nie pytając nas o to, czy jesteśmy gotowi i zainteresowani.

Wewnętrzny ROZPAD rozpoczyna się w chwili, gdy bezrefleksyjnie (bo mamy jakieś cztery lata, no może czasem pięć czy ciut więcej…) przyjmujemy normy, ZAKAZY i powinności od kogoś WAŻNEGO. I choć mogą wyglądać na „sensowne” to nie są jeszcze wynikiem naszego WOLNEGO WYBORU. Połykamy je i lokujemy w naszym małym, żywym ciałku, a potem wkładamy OGROMNY WYSIŁEK by przez resztę życia sprostać standardom, które już w przedbiegach nas PRZEROSŁY.

Nie zdążyliśmy pobyć ze swoimi nowymi pobudzeniami by nauczyć się z nimi żyć, dyskutować i wybierać. Przyjęliśmy drogę szybszą – UCISZANIE i unieważnianie wewnętrznego bogactwa.

PÓŹNIEJSZE KONSEKWENCJE:

  • sztywność zachowania (służąca obronie przed nieakceptowanymi impulsami),
  • presja by myśleć, czuć i robić „właściwe” rzeczy,
  • intensywna koncentracja na detalach,
  • odizolowanie myślenia od uczuć,
  • trudność w podejmowaniu decyzji, piętrzenie wątpliwości,
  • przekładanie spraw na później,
  • ograniczające przekonania: „musiałam/musiałem zrobić coś złego”, „nigdy już nie popełnię błędu”, „muszę robić poprawne rzeczy”, „muszę się kontrolować”…

Osoby takie sprawiają wrażenie sztywnych, co zauważalne jest także w ich ciałach. Widoczne są wyraźne napięcia w okolicy oczu, które wciąż kontrolują i pilnują „porządku”.

Kompulsje behawioralne (powtarzane zachowania) i obsesje poznawcze (uporczywe myśli) są TAMĄ, która nie pozwala przepłynąć spontanicznym impulsom. Osoby te są notorycznie ZAJĘTE byciem strażnikiem własnych impulsów, by żadna „zła” ekspresja nawet nie śmiała się zbliżać.

Wspomniane powyżej zatapianie się w detalach i roztrząsanie wszystkich potencjalnych opcji także ochronnie służy UNIKANIU DZIAŁANIA, którego podjęcie jest wynikiem naszego OSOBISTEGO zaangażowania.

Wiele jest dróg, którymi próbujemy ominąć własną naturę (pedantyzm, perfekcjonizm, prokrastynacja…), jednak nie ma możliwości WYZBYCIA SIĘ (a nie tłumienia i kontroli) tendencji agresywnych, seksualnych, rywalizacyjnych czy uczuciowo spontanicznych. Próby ukrycia tych naturalnych, wewnętrznych ruchów prowadzą do patrzenia na siebie i świat przez pryzmat WYGRANY – PRZEGRANY: „albo ja podporządkuję innych sobie, albo oni zdominują mnie”.

W typologii charakterów Stephena Johnsona osoby z takimi doświadczeniami nazwane są: DZIECKIEM ZDYSCYPLINOWANYM.

We mnie osoby z głównym rysem OBSESYJNO – KOMPULSYWNYM budzą czujność, by niepotrzebnie nie wchodzić (i nie zgubić się!) w przeintelektualizowanym podejściu do życia.

Czasem to bardzo nużące i męczące (we dwoje czujemy wtedy ten TRUD życia w emocjonalnym dystansie). Ale może właśnie dlatego, że do ODBUDOWANIA jest akceptacja dla wcześniej odrzuconych uczuć, popędów i myśli, tak wyraźnie i dużo można CZUĆ podczas spotkań z osobami o tej strukturze charakteru. To poruszające doświadczać razem OSWAJANIA z lękiem przed samym sobą i patrzeć jak odradza się POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA.

Ta droga bywa długa, ale na szczęście determinacja by odzyskać utracone części siebie bywa imponująca.

MAMY PRAWO NAPRAWDĘ DUŻO CZUĆ!

Wróć do Czytelni

Kontakt.

Zadzwoń lub napisz, a opowiem o wszystkim bardziej szczegółowo.

609 544 484 pelko.maria@gmail.com ul. Niegolewskich 28/7
60-231 Poznań
II piętro

Na drugie piętro wchodzi się po skrzypiących schodach.

Jak trafić: otwórz w Mapach Google