– Co tam?– Chcę / muszę PRZEPRACOWAĆ jeszcze temat…
Takie żargonowe sformułowanie:
PRZE-PRA-CO-WAĆ COŚ.
Sama go używam, powszechny i wygodny skrót. Choć brzmi nad wyraz sucho.
Tylko co to właściwie znaczy?
(Już nawet pomijając fakt, że lepiej się nie przepracowywać, tylko pracować tyle ile sił i ochoty starcza.)
To nieprawda, że DOŚWIADCZENIA, które mamy „przepracowane” nie budzą już w nas uczuć. Nie chodzi o ZAMYKANIE przeszłości w magicznej skrzynce, czy zamazywanie tego, co trudne.
W GRUNCIE rzeczy chodzi o INTEGRACJĘ. Taki stan, w którym to, co przeżyłam jest dla mnie dostępne, może zostać pobudzone do bycia ŻYWYM wspomnieniem przez różne odsłony chwili obecnej.
Może powodować przeróżne emocje… i przy okazji nie sprawia, że się zapadam. Porusza mnie, lecz nie destabilizuje. Mam grunt. Jestem zakorzeniona.
Czasem porusza NAPRAWDĘ głęboko, bo przecież dotyka wielu istotnych momentów… ale jest w tym jakieś ciepło i przestrzeń… mieści się to wszystko we mnie i napełnia mnie PEŁNIĄ mojej drogi. Wypełnia życiem.
A życie TEŻ boli.
To takie doświadczenie, gdy mogę mieć KONTAKT z różnymi odcinkami swojej linii życia trącającymi tę samą strunę by móc KORZYSTAĆ z bogactwa, jakie noszę i odzyskiwać swą MOC.
Brzmi baśniowo.
I takie właśnie jest.
Integrujące.
– Naprawdę musimy rozmawiać o dzieciństwie? Co to da, że będę wiedział(a) / pamiętał(a) takie stare dzieje? Co to zmieni w moim AKTUALNYM życiu?– Samo wiedzenie zmieni niewiele, może coś tam przyczynowo – skutkowo zacznie być bardziej logiczne. Niepamiętanie nie sprawia, że jesteśmy od czegoś wolni. To, co nieuświadomione nie znika, a jedynie z ukrycia determinuje nasze ruchy, czucie, rozumienie sytuacji. Nasze ZMYSŁY i tak pamiętają to wszystko, jedynie głowa nie nadąża i w obawie przed cierpieniem próbuje nas chronić podsycając wątpliwości w SENS zagłębiania się w przeszłość. Nie chodzi o opowiedzenie chronologicznie historii życia. Raczej o powrót do przeżyć, obudzenie uśpionych wrażeń, spotkanie z SOBĄ dawnym, w różnych momentach życia.– Po co?– By przeżyć to w taki sposób, jaki umożliwia integrację i ASYMILACJĘ tych treści. By doświadczyć tego, czego zabrakło. Dać sobie drugą szansę i sięgnąć po nowe wzorce, by mieć szerszy repertuar reakcji. I co ważne – by zrobić to nie samemu, a z kimś. Dać DRUGĄ SZANSĘ także relacji, zaryzykować krok w stronę zaufania, sięgania, wymiany… To się w teorii tak ładnie nazywa – DOŚWIADCZENIE KOREKCYJNE. Możemy wprowadzić do swojego życia korektę tego, co właśnie w aktualnym byciu utrudnia nam możliwość doświadczenia spokoju.– To się tak da? To możliwe? Bez sensu rozdrapywać stare rany… może potem boleć, a tak już zaschnięty strup i przynajmniej wiem na czym stoję…– Lubię drzewa, i lubię myśleć że jesteśmy do nich podobni. To byłby zaszczyt dla mnie.– Skoro tu dziś rozmawiamy rozumiem, że na tyle silne z nas drzewa, by nadal TRWAĆ mimo huraganów, burz i suszy, które przeplatały nasze życia. Proponuję byśmy RAZEM na korę, która wiele już doświadczyła i gości niejeden strup, rzucili trochę nowego światła. I CIEPŁA! A tam pod korą, czasem po cichutku, ale tętni tyle życia.
…
– Co tam?– Właśnie chyba nic.– To dobrze, czy źle?– Chyba dobrze, dziwnie spokojnie… Nie wiem jeszcze, inaczej…
Zmiana… mglisty obiekt pożądania.
Na kilku pierwszych sesjach rozmawiamy o tym, co ma być celem terapii, jaka zmiana jest wyczekiwana i czy jest ona możliwa… Taki DROGOWSKAZ na start. Potem podróż. Częściowo w wyznaczonym kierunku, ale częściowo w nowe strony, które dopiero po czasie ujawniają swoją obecność. Bywa, że zostawiamy ŚLADY na księżycu.
Czasem celem jest pozbycie się niewygody. Jeszcze nie wiem CZEGO PRAGNĘ, wiem jednak już, co mi przeszkadza. To ważne. Choć zostawia miejsce na NIEZNANE.
Na odkrycie:
- czego potrzebuję,
- co mi służy,
- do czego się uśmiecham,
- kiedy jest bezpiecznie,
- za czym się rozglądam…
Psychoterapia to proces poznawania siebie, przywracania sobie ważności, ODZYSKIWANIA ruchu, wpływu i gotowości do życia własnym życiem. Czasem po drodze wpadamy na kratery, to prawda, bywa ciężko…
Bywa też lekko i wesoło.
Bo życie to tak lubi sobie bywać.
To Tam.
To Tu.
Ciekawa jestem jak Ty przeżywasz / wspominasz swoją podróż…
Z życzeniami puszystego wieczoru,
M.
– Jak Pani to wytrzymuje? Ciągle Pani słucha o problemach… Czy Pani to usuwa zaraz po sesji i przypomina dopiero za tydzień?
Odpowiedzi różne,
bardzo różne:
– Czemu Pan się nad tym zastanawia?– Wygląda, że Pani się o mnie troszczy… dobrze to widzę?– A jak by to dla Ciebie było, gdybym powiedziała, że po wyjściu z gabinetu zupełnie nie zajmuje mnie to, o czym rozmawiamy?– Różnie bywa…
Trochę mogę opowiedzieć o pomieszczaniu i własnej pracy terapeutycznej. Trochę o drodze kształcenia i o tym, że jak ja mam siebie blisko to mi też łatwiej być bliżej innych bez obciążenia. Trochę o wspierającej roli superwizji. O potrzebnym balansie i dbaniu o wytchnienie i przyjemność. O interwizjach z koleżankami i kolegami po fachu. O pisaniu i rozmowach o życiu z bliskimi…
No właśnie:
Jak to jest, że w różnych przestrzeniach rozmawiamy o prowadzonych procesach? Pewnie, że bez ujawniania tożsamości, ale jednak. Przecież to takie ciekawe, jak żyją inni! Plotka ma wielowiekową tradycję i wciąż niesłabnące wzięcie. Na dodatek część wiedzy diagnostycznej to wiedza potoczna i obiegowa. Któż nie słyszał o „narcyzach”, czy „borderkach”? Kto nie wspomagał się skrótami myślowymi lub sarkastycznymi odreagowaniami?
Ja kamieniem nie rzucę.
A jednak:
To, co wysławiam ma znaczenie. Język wpływa na to, jak postrzegam świat. To, jak powiem wyjawia to, w jaki sposób myślę. To, co mam w głowie wędruje też do mojego serca. Ode mnie zależy, czy widzę człowieka czy objaw, dziecięce zranienia i próby ochrony przed kolejnym cierpieniem czy tylko złego dorosłego, który karygodnie rani relację…
To w jaki sposób przeżywamy klientów / klientki to sprawa osobistej chęci, wrażliwości i podejścia do pracy. Mi bliskie jest zdanie zasłyszane od Profesora de Barbaro:
„Warto myśleć tak, by myśli ujawnione były dla klienta nieurażające.”
Wiele osób mówi, że mam szczęście do ludzi.
I do osób, z którymi pracuję.
I do osób spoza gabinetu.
Zgadzam się.
Lecz może mam też na to wpływ:
To jak widzę i myślę o nich sprawia, że kontakt jest spotkaniem. Człowieka z człowiekiem.
Bywa, że widzę i bywam też widziana.
Znasz to?
