Jednoosobowe łóżko. Nierozłożna kanapa. Mruczenie kota czy ciężar psa. I ciepło. Cichy dom. Znajome kwiaty i szmery.
Samotność?
A może spokój?
Po burzliwym dniu.
Potarganym życiu.
Zawód? Nieufność? Zniechęcenie?
Nieee. To nie koniec. To wybór.
Tego, co naprawdę dobre. Nie jest potrzebne cokolwiek. Nie chodzi o kogoś. A tym bardziej kogokolwiek. Nie trzeba nic nikim łatać. Bo wszystko jest takie, jakie jest.
Dobre… Kompletne.
Spójne, i w prostocie i w złożoności.
Ktoś nie jest po coś. Ktoś jest po prostu.
Obok. Blisko. Razem.
I oddzielnie. Dalej.
Znów obok.
To nie burzy, tylko robi możliwość. I elastyczność. Bo miłość jest ruchem. Płynie, obejmuje, rozpływa, oplata… A większe łóżko to potem już tylko kwestia decyzji, choć w małym, zwłaszcza na początku, zupełnie nie brakuje centymetrów. Bo tak naprawdę niczego nie brakuje. Do braku braku można dodać coś wyjątkowego.
Jak:
- smak soczystych czereśni w piękny, letni dzień,
- klangor żurawi usłyszany niespodziewanie o poranku,
- zapach świeżego pieczywa z pobliskiej piekarni, który przez chwilę musnął nas, gdy przemierzamy miejskie szare ulice,
- widok ostatnich promyków szykującego się do snu słońca, chwilę przed (z)mrokiem,
- uważna dłoń delikatnie łapiąca nas za ramię, gdy zbaczamy z drogi…
Ja.
Ty.
KTOŚ (wzajemnie wyjątkowy).
Miłość ma niepoliczalną ilość oblicz.
CZUJESZ?
