„… gdyby chociaż mucha zjawiła się,
mogłabym ją zabić, a później to opisać…” ***
CZASEM dokładnie wiesz, czego chcesz. Cel jest nad wyraz jasny – usunąć uciążliwość. Odzyskać spokój i ciszę. Uspokoić rozkołysane wewnątrz fale. A może nawet trochę szerzej: usunąć coś lub kogoś z wewnętrznej mapy… I choć droga wydaje się jasna – podążać w obranym kierunku – to CZĘSTO z niej zbaczamy, rozedrgani różnymi opcjami i wewnętrznymi konfliktami:
- a może tak?
- a może inaczej?
- a może jeszcze nie teraz?
Mimo, że dobrze wiemy, że potrzebne jest SKUPIENIE. Na sobie. I swojej potrzebie. Nie na zewnętrznym świecie. A tym bardziej nie na wewnętrznym świecie kogoś z zewnątrz. Najpierw Ty sam(a). Skupienie i CIERPLIWOŚĆ, wobec drogi i procesu.
Znasz takie muchy co to nie usiedzą w miejscu, prawda? I ciągle rozpraszają i przelatują to tu to tam, budząc coraz to większy chaos i irytację. Może nie siada, bo gdzieś tam wie, że czai się śmierć? Ale Ty też po jakiejś chwili pobudzenia zamętem nie umiesz już stać i uważnie obserwować czekając na ODPOWIEDNI moment? DEZORGANIZACJA się rozszerza i za moment już na oślep machasz „packą” w okolicach latającej muchy w nadziei, że ich drogi się spotkają… I bach! Nagle cisza… Spotkały się?
WYDAJE CI SIĘ, że trafiasz lecz nie masz pewności: nie widzisz zwłok. Wraca napięcie i widmo upierdliwości – może to jeszcze nie koniec? I nagle ta myśl: a może gdzieś leży i jeszcze się męczy?! Nieee.
Jeszcze gorzej, a miało być JUŻ LEPIEJ. Bo przecież nie chodzi o odwet, tylko odzyskanie własnej ciszy. Powrót do siebie.
O uświadomienie sobie, o co NAPRAWDĘ chodzi:
- czego pragnę,
- a czego już nie chcę, co czas pożegnać…
Gdyż pewne rzeczy (sprawy, wzorce, automatyzmy…) trzeba zabić ostatecznie!
… przyjdzie nowe
wiosna jest co roku
*** cytat z utworu „Teksański” zespołu Hey (1993!)
