Co to za moment?
Spokojny i budujący, gdy tematy się wyciszyły, a relacja miała możliwość zaistnieć, wypełnić się więzią i wysycić.
Niekomfortowy i destabilizujący, gdy … nie wynika z naszej gotowości i potrzeby.
Koniec jednak nie zawsze czeka na „dobry” moment, czasem spada jak grom z jasnego nieba.
To takie oczywiste, że funkcjonujemy w cyklu ŻYCIA i ŚMIERCI, a jednocześnie tak NIEOCZYWISTE.
Często mimo słyszenia pięknych zdań i ROZUMIENIA płynności rzeczywistości i tak trudno jest swobodnie spoglądać w stronę śmierci.
Schyłek lata. Z pozoru to tylko ciemniejsze chmury i szykujące się do opadania liście, a wewnątrz cały repertuar:
strat,
utrat,
rozstań,
pożegnań,
rozłąk,
niespełnień,
odejść,
rozpłynięć,
ominięć,
przeoczeń,
przemijań…
Wybór bywa JEDNOELEMENTOWY. Nie można być jednocześnie „W” i „POZA”. Uciekamy się w lęku do przeróżnych akrobacji i optymalizacji, by nie oddać tego, co przecież jest (było?) dobre, nawet jeśli minął tego czas… lecz to kurczowe trzymanie zatrzymuje nas przed NOWYM, przed DALSZYM życiem.
Nasze przeżycia potrzebują naszej UWAGI. Niektóre historie i spotkania są (i na zawsze pozostaną) NIESPEŁNIONE. Jak nie do końca opowiedziane opowieści.
Tylko my możemy je dopełnić dając im NIE ciąg dalszy, czy inne zakończenie, a należyty szacunek i ATENCJĘ. By uznać przed sobą samą / samym, że pewne:
Zdarzenia,
Chwile,
Spotkania,
Osoby,
były naprawdę WAŻNE i mamy prawo przeżywać stratę, tęsknić, powracać do wspomnień i KOCHAĆ.
