Nie Docenie czy DoceNie?
A jednak TAK. Nie NIE. Ę.
Moją pracą jest BYCIE z ludźmi.
Najczęściej w trudzie, lecz nie tylko.
Moja praca jest ważną częścią mojego życia.
MNIE.
- Patrzę czasem w rozgwieżdżone niebo.
- Chodzę boso po piachu leśnych ścieżek.
- Przysiadam na zwalonych drzewach.
Ściągam stamtąd do siebie siły, wymieniam energię by mieć ją dla ludzi, których spotykam. To te samotnicze sposoby SAMOREGULACJI.
Ale mam też wokół STADO, które mnie łapie.
Może to dziwne, ale tak właśnie to widzę: że ja dostałam od świata jakiś DAR (który wsparłam i wspieram ogromem kształcenia, refleksji, superwizji…), którym teraz się dzielę i który razem – przez WYMIANĘ – utrzymujemy na powierzchni.
Lubię Cię wspierać w drodze do tego, co Ci potrzebne. Jak MAM siły. Dlatego potrzebuję też dbać o siebie. Na tym polega POMOC. Na wspólnym działaniu.
Myślę czasem o zmianach, których jestem świadkiem. Czasem to NAMACALNE, wyraźne, przestrzenne zmiany: odsunięcia od osób, miejsc i działań, które niszczyły. Wyjście z destrukcyjnych utknięć. A czasem to „drobiazgi”, które łatwo przeoczyć:
- zabranie głosu bez niepokoju,
- głębsze westchnienie,
- oparcie głowy o ramię fotela,
- nowy kolor włosów,
- powrót zadziornego uśmiechu,
- płakanie bez poczucia słabości,
- odkurzenie starej kiecki,
- poproszenie o szklankę wody,
- spóźnienie bez obwiniania się,
- niezgoda z moją hipotezą,
- powiedzenie „potrzebuję dodatkowego spotkania”,
- zasłonięcie zasłony, gdy razi słońce…
Mnogość z pozoru maleńkich momentów, które sprawiają, że żyjemy bliżej siebie, czulej, WYGODNIEJ… Zmiany wymagają od nas zaangażowania i zasilenia energią. Czasem myślę, że psychoterapia to taka nauka o NIEROZPRASZANIU. By utrzymać to, co ważne w ilościach, które pomagają nam przejść kolejny metr. Od kolejnego końca do następnego początku…
Z wdzięcznością, że WYBIERASZ mnie,
i życzeniami ZŁOTEJ JESIENI,
M.
